Godzę się ze sobą
Czasami
Bo nadal sie szarpie i jestem wewnetrznie niespokojna
ale widze zmiany
kryzysy sa nadal bolesne, ale zaczynam o nich mowic. to dla mnie wazne, bo do tej pory tylko myslalam. intensywnie i gleboko.
teraz mysle i mowie. od tego mi duzo lepiej
poraz pierwszy w zyciu przyznaje sie do slabosci i ku mojemu zdziwieniu swiat nadal mnie akceptuje
a ja mam coraz wiecej akceptacji dla swiata
sa nawet chwile, kiedy mysle, ze jestem szczesliwa. dotykam tych slow, sprawdzam, czy potrafie nadal je wypowiadac glosno i okazuje sie, ze swietnie mi idzie.
odpuszczam wiele - rezygnuje z wychowania syna, z pracy, staram sie spedzac z Mlodym czas, a kiedy sie pojawiaja problemy, to z czystym sumieniem zrzucam je na barki jego ojca.
W pracy robie program minimum. Mam poczucie, ze przepracowalam w zyciu tak wiele godzin, w ogromnej intensywnosci, ze teraz nic sie nie stanie, gdy troche zostawie dla innych. Podziwiam i chwale swoich wspolpracownikow i pracownice, opanowuje szefa, ktory stal sie przy mnie spokojniejszy i bardziej otwarty na innych. A od niego sie ucze dystansu i poczucia pewnosci siebie. I przestaje myslec, ze mozna bylo jeszcze lepiej, dokladniej, bardziej przemyslanie. Oduczam sie perfekcjonizmu, ktory paralizowal i budzil poczucie winy.
Z K. jest super. to raczej przegrana sprawa, na co wreszcie chyba mam wewnetrzna zgode. tak jak sobie postanowilam - najpierw postawie sie do pionu, potem to poukladam. I wierze, ze tak sie stanie, bo coraz czesciej zauwazam facetow wokol siebie. Ze sa, ze nawet atrakcyjni, ze moze warto sie zainteresowac. A rownoczesnie cwicze na K. radzenie sobie z przemocowym dla mnie zachowaniem w postaci obrazania sie i milczenia. I coraz lepiej mi to wychodzi. Przygotowuje sie do nowego zycia.
Z mniej przyjemnych rzeczy - znowu uaktywnila sie wariatka. I znowu sa afery i awantury, ale tym razem jestem trudniejszym przeciwnikiem, bo przestalam udawac, ze sprawe sie da zalatwic polubownie. Odciecie sie czasami daje nieokczekiwanie dobre efekty.
Boli mnie szyja. I bark. I to wlasciwie mnie ostatnio najbardziej martwi.
To sobie troche podramatyzowalam, wpadlam w ciemna dziure i zaczelam sie z niej po kilku dniach wygrzebywac. Bardzo mi w tym pomaga planowanie i robienie check listy - pewnie dlatego, ze wraca mi poczucie wplywu na rzeczywistosc i poniekad zdolnosc do bardziej obiektywnego spojrzenia na swiat.
A swiadomosc, ze ktos z Toba jest gotow pouczyc sie anatomii rozbawia i rozczula rownoczesnie.
Perfekcjonizm polega na tym, że jak planujesz samobójstwo, to najpierw studiujesz anatomię, żeby na pewno przeciąć tętnicę, a nie uszkodzić ścięgien...
A nożyk wcześniej wyparzasz, żeby nie byo infekcji